przejdź do strony głównej

Ah-cha la (wg niektórych źródeł) w języku tybetańskim oznacza starszą siostrę. W naszym stadzie taką starszą siostrą jest Samba! Czujna, opiekuńcza, zaradna, podejmująca decyzje za członków swojej rodziny. Nie matkująca, ale troskliwa, niewylewna, ale czuła. Prawdziwa starsza siostra nie tylko w stosunku do Dharani, ale do nas wszystkich. Na jej cześć naszej hodowli daliśmy nazwę Ahchala.

Przygoda naszego życia, a za taką uważamy spotkanie z rasą mastifa tybetańskiego, rozpoczęła się w kwietniu 2007 roku. Wtedy do naszego domu przybyła malutka Samba - Dhanraj Bisurman. Ujęła nasze serca, odmieniła życiowe nawyki i upodobania. Sporo wysiłku kosztowały nas miesiące wzajemnej nauki bycia ze sobą! Samba okazała się typową, dumną, upartą i niezależną przedstawicielką swojej rasy. Zrozumienie odmienności jej tybetańskiej natury, przychodziło stopniowo. Tak niespiesznie, jak dojrzewają psy tej rasy. Każdą wolną chwilę wykorzystywaliśmy na bycie z sunią. Na zabawy, pieszczoty, tresurę.

Mastif tybetański, pomimo że jest niezłomnym stróżem naszego dobytku i nas samych, jest jednocześnie bardzo wrażliwym stworzeniem. Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i akceptacji ze strony właścicieli. W okresie młodzieńczym wymaga wielkiej dawki miłości,  (zazwyczaj niejako na kredyt) aby w okresie dojrzałym stać się naszym najlepszym przyjacielem. Do-khyi jest rasą niezwykłą. I trudno tutaj jednoznacznie napisać, dlaczego. Jest w niej coś takiego, co daje poczucie, że obcujemy z mistycznym stworzeniem. Może to duma, może niezależność i koci charakter, może wygląd... Pewne jest jedno — kto pokocha tybetana i zaakceptuje go z całą paletą zalet i wad, pokocha go bezapelacyjnie i na całe życie! Tak właśnie było z naszą rodziną i Sambą.

Samba rosła, a my widzieliśmy, jak tęsknie spogląda na wolne, bezpańskie psy z naszego osiedla. Częste spacery, spotkania ze znajomymi psiakami nie równoważyły jej tęsknoty. Rozpoczęliśmy, więc poszukiwania towarzyszki Samby. Było to dość trudne zadanie, ponieważ szukaliśmy w miarę dorosłej suczki. Nie chcieliśmy, aby nowy szczeniak został przez Sambę zaadoptowany. Nie. Szukaliśmy kumpelki i równoprawnej towarzyszki zabaw. I tak oto do naszego domu trafiła, wówczas półroczna, Dara - Dharani Vaishravana. Złota słodycz z napisem w oczach “kocham was”! Urodziła się równo rok po Sambie, tego samego dnia i miesiąca, miała podobnie brzmiące imię hodowlane... Znowu tybetański los zadbał o nasze stadko! Dara od razu stała się znakomitą towarzyszką Samby. Obie sunie zawsze są razem. Obie stróżują, jedzą, śpią, razem się bawią i razem “porządkują” ogródek. Samba nauczyła Darę wszystkiego. Jest jej prawdziwą starszą siostrą. Od momentu, kiedy w naszym domu zamieszkała Dharani wiemy, że nikogo w naszej rodzinie już nie brakuje.

Hodowlę stworzyliśmy z potrzeby serca i naturalnego stanu rzeczy. Kieruje nami przemożna chęć doświadczenia radości z posiadania szczeniąt od kochanej suni. Próżno, więc doszukiwać się w naszych działaniach racjonalizmu.

W życiu piękne są tylko chwile... a te z naszymi tybetankami są jednymi z najfajniejszych!

 

 

Joanna, Ada i Adam



Nie umiem pisać o swoich psach bez emocji. Nie umiem i nie chcę! Samba i Dara są źródłem nieopisanie pozytywnych doznań. Niejednokrotnie pomagały mi przetrwać trudne chwile. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Jestem wdzięczna losowi, który na mojej drodze postawił Sambę. Stworzenie utkane z czułości, delikatności i troski o byt swojego stada. Powiecie... przecież to zwykły pies! Odpowiem... ja jestem zwykłym człowiekiem. Nasze spotkanie postawiło przysłowiową kropkę nad i w moim życiu. Zbudowałam dom, urodziłam córki, posadziłam drzewa, spotkałam tybetankę, która zamieszkała ze mną.... I pomyśleć, że tyle lat czegoś mi brakowało!

 

Joanna

                                                                                                                                                                2009 r.